Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czesanka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czesanka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 grudnia 2012

Coś kręcę

Uff... skończyłam jedwabistą.
Ten skład, gradacja kolorów, róże, wrzosy i purpury - co można było z niej uprząść, jeśli nie włóczkę na jakąś delikatną chustę,?
Przędłam zatem i przędłam, a jak skończyłam prząść to skręcałam i skręcałam... i tak minęło mi kilka ostatnich dni. Raz mi się te single wydawały przekręcone, innym razem niedokręcone, teraz widzę, że jednak nie dokręciłam jak należy, więc żadnych ekstrawagancji z niej robić nie będę, raczej gładki wzór z prostym ażurkiem od połowy.
Rezultat intensywnego pedałowania to 1,1 km przędzy, czyli 550 m. podwójnej nitki. Słuszna ilość, na średnia chustę powinno starczyć, w razie awarii dołożę czarnej (?) na wykończenie.
Mam już, o dziwo, konkretny projekt w głowie, ale póki co nie będę się chwalić, bo pewnie wiele jeszcze przędzy nie dokręcę zanim zabiorę się za dzierganie ;)
Do zdjęć robiłam dwa podejścia, za każdym razem włóczka wychodzi bardziej chłodna niż w rzeczywistości, a w edytorze nie umiem dodać tej odrobiny czerwieni tak, żeby nie przekłamać reszty.

aż mi się westchnienie (ulgi i radochy) wyrwało jak ją zdjęłam z motowidła

W motku, jeszcze nie wykąpana, wygląda tak:

merino 23 mic/bleached tussah silk 70/30


Nie jestem zadowolona ze skrętu, ale przejścia kolorystyczne bardzo mi się podobają i nawet ten średni odcień, który wydawał mi się najmniej atrakcyjny, bo jakiś taki brudnawy, teraz wydaje mi się bardzo smakowity. :)



Wczoraj zaczęłam też coś nowego. To podobno sad jesienny, jak twierdzi Ania, co ma głowę w chmurach :)

merino superwash 23 mic/nylon  70/30

Najpierw przygotowałam sobie paski z myślą o navajo (nie chciałam mieć zbyt długich odcinków w jednym kolorze), ale jak tylko zaczęłam prząść, zmieniłam koncepcję na grube 2-ply. Trochę dlatego, że zmęczył mnie ten jedwab, a trochę dlatego, że grubasy przędłam tylko na początku, z konieczności.
Poza tym opanowanie średniej grubości nitki wydaje mi się trudniejsze niż cienizny. Cieniutką przędzę mogę co najwyżej miejscami uprząść trochę grubiej. Przy średniej mogę przesadzić w obie strony. Czuję, że właśnie tak się dzieje w tym przypadku, ale chyba nie będzie to źle wyglądać po skręceniu... Póki co na szpulce mam 50 gramów takiej oto przędzy błyskawicznej:


I to jest ostatnie, no może przedostatnie przedświąteczne machnięcie kołowrotkiem, Święta są czasem dziergania skarpet, więc posłusznie się dostosuję i wydziergam... chustę, a jakże :)
 

wtorek, 4 grudnia 2012

Kto farbuje ostatki

...ten ma rozum krótki? ;)
W związku z wiszącą nad nami groźbą akcji przeprowadzkowej już jakiś czas temu wprowadziłam embargo na zakup czesanki, tym bardziej, że jeszcze coś tam mi zostało z poprzedniej dostawy. W zeszłym tygodniu postanowiłam wreszcie zwalczyć własną nieśmiałość i zrobić z tych resztek użytek.
Wyciągnęłam z kartonu merynosa 23 mic, spojrzałam na nalepkę, zobaczyłam 2x100g, ucieszyłam się, że jest tego więcej niż sądziłam, podzieliłam na pół i wzięłam się za mieszanie farb.
Jedną część postanowiłam zafarbować metodą spontaniczną z takim oto skutkiem (zdjęcia strasznie ziarniste, zapomniałam ISO przestawić :-/ )


Wyszło całkiem zacnie - lubię zielenie w połączeniu z takimi owocowymi czerwieniami i fioletami, może tylko za blade trochę.
Przy drugiej połowie postanowiłam zrobić coś w rodzaju gradacji kolorów. Rezultat rozminął się nieco z planami... Miało się zaczynać jasnym żółtym, przez jasną zieleń aż do ciemnej butelkowej. Żółty wyszedł mi ciemniejszy od zielonego, a dalej to już spanikowałam ;) Zdjęcie nie do końca oddaje prawdziwe kolory - to, co wygląda na biały jest jaśniutką zielenią. Będę musiała jakoś pomieszać kolory w przędzy, bo ta pseudo gradacja chyba dziwnie będzie wyglądać.


A jak już przyszło do zaplatania warkoczy to coś mi zaczęło nie pasować, bo wychodziły tak krótkie, że aż niefotogeniczne, dlatego też do zdjęć powyżej pozują zwyczajne zawijaski. 
Chyba po godzinie dopiero mnie oświeciło, że nie było tego w sumie 200 tylko 100 g, bo wcześniej przerobiłam już połowę. No to mam 2x 50g z różnych bajek :-/ I co ja mam zrobić z taką ilością?
Póki co postanowiłam, że dofarbuję im drugie, jednokolorowe połówki i uprzędę coś nowego - włóczkę z dwóch nitek - jednej kolorowej, a drugiej jednobarwnej.
Głupi błąd ma jeszcze szansę zamienić się w fajny eksperyment, o ile oczywiście uda mi się dopasować kolory...

Kilka dni później wciągnęłam się w wirtualne rozmowy z prządkami i prządkami-to-be i strasznie mi się zachciało zakręcić moją Sonatką, ale to, co już miałam nie nadawało się przecież do przędzenia.
Wzięłam się zatem za resztki resztek, czyli 100g mieszanki merynos 23 mic/jedwab tussah w proporcjach 70/30 i merynos 23 mic/nylon, też 70/30.
Przyznaję, że miałam stracha z tym jedwabiem, ale zamiast się skupić na zadaniu dalej plotkowałam o przędzeniu na Spotkaniach robótkowych.
Rezultat? Zamiast odsączyć czesankę po namoczeniu niemal całkowicie ją wysuszyłam, więc zaczęłam ją miętolić, żeby te resztki wody z octem równo rozprowadzić (ocet się skończył, sklep zamknięty), potem wymaltretowałam ją jeszcze przy farbowaniu, bo barwnika też mi nie staczyło - sucha czesanka chłonęła go jak gąbka (a później oczywiście oddała nadmiar przy płukaniu).
Na koniec jeszcze zignorowałam alarm i trzymałam ją na parze przez dodatkowe 30 min. 
A już po utrwaleniu barwnika nagle zaczęło mi się spieszyć i odwinęłam czesankę jeszcze ciepłą, grrr...
W rezultacie ta jedwabna w różowo-buraczkowej gradacji kolorów wygląda pysznie, ale sfilcowała się gdzieniegdzie, poodrywały się i posplątywały cieniutkie pasma, czego na zdjęciu wprawdzie nie widać, ale niestety możecie mi wierzyć na słowo ;)

przy okazji uwieczniłam pierwszy belgijski "śnieg" tego roku
Jedwabne pasemka wyraźnie odbijają się od reszty - zupełnie inaczej przyjęły kolor. Bardzo mi się podobają te przebłyski fioletu. Mam ją teraz na Sonatce, zdjęcia pokażę niebawem. Ostatnią farbowaną czesankę (merynos/nylon) zresztą też, bo straszliwie się dziś rozpisałam...